poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 3

         Zbliżała się 14:00. Lily siedziała u mnie, a ja się szykowałam.
- No więc słuchaj uważnie... - zaczęła.
- Mhm dajesz!
- Stoję sobie, gadam z tobą, a tu patrzę podjeżdża takie boskie czerwone auto... Nazwy nie znam... No, a tu patrzę i Luke z niego wychodzi! Jejku jak on wyglądał... Mmm! Wsiedliśmy do auta, pojechaliśmy nad Tamizę. Jak tam było uroczo... Rozłożyliśmy koc i leżeliśmy i patrzyliśmy w gwiazdy... A ciekawe gdzie Liam Cię zabierze... - skończyła monolog.
Też byłam tego strasznie ciekawa.
Założyłam czarne leginsy, białą, luźna bluzkę na ramiączkach, kurtkę skórzaną, a włosy zostawiłam rozpuszczone.
- Które? Czarne nike z różowym znaczkiem czy z zielonym znaczkiem? - poprosiłam o radę.
- Hm... Z różowym! - zadecydowała.
Dochodziła 16:15. Razem wyszłyśmy z domu.
Po 15 minutach Lili skręciła w swoją ulicę, a ja poszłam dalej.

         O wyznaczonej godzinie i miejscu koło mnie zaparkowało czarne audi r8. To jest jedno z nich ulubionych aut. Jest cudowne. Kierowcą okazał się Liam. Wbrew pozorom nie ucieszyłam się za bardzo. Skąd dwudziestoparoletni mechanik wziął kasę na takie auto?!
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Niespodzianka... - odpowiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
Nie pytałam więcej.
Z tego co mówiła mi Lily auto Luka też nie wyglądało na tanie... Bałam się, że wplątałyśmy się w nie te towarzystwo co trzeba.
      Po 20 minutach wjechaliśmy na skromne osiedle. Moje mimo iż bogate to bardzo niebezpieczne. To wzbudzało zupełnie inne pozory. Liam zaparkował przed małym domkiem.
- Tutaj mieszkasz..?
- Tak... Tamten dom należy to Hazzy, tego co na końcu przemówił - odpowiedział.
Było to miłe zaskoczenie. Domek był uroczy.
Weszliśmy do środka. Był przytulnie urządzony.
- Liam!!! - usłyszeliśmy delikatny głos małej dziewczynki.
- Hej myszko! - Liam wziął małą na ręce.
Stałam koło nich i nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć.
- Caroline... To jest moja znajoma Elizabeth. Elizabeth to moja młodsza siostrzyczka Caroline - przedstawił nas sobie.
W pierwszej chwili myślałam, że Carolina może okazać się... Troszkę inną rodziną dla Liama.
     Mała pobiegła do salonu, a Liam zaprowadził mnie do kuchni. Zrobił nam herbatę i podał herbatniki.
- Sami tu mieszkacie?
- Rodzice zginęli parę lat temu... Ale Louis mieszka ze mną... Ten którego poznałaś na imprezie i za którego jeszcze raz przepraszam - odpowiedział.
- O.. Louis... - wyszeptałam.
- No.. Wiesz to jest chwilowe.. No bo.. Długa historia, a właściwie mamy czas! Louis mieszkał u Hazzy, jako kumple... Na początku. To, że Harry jest gejem wiedzieliśmy od początku, ale Louis zawsze powtarzał, że jest hetero... Póki się nie upił i nie wylądował w łóżku z Haroldem. Okazało się, że byli ze sobą, ale Louis bał się, że ktoś się dowie... No i ktoś coś zaczął gadać i się wyprowadził i żeby ludzie nie gadali sypia z jakąś laska... Bądź dwoma na imprezach... - całą tą historię powiedział bardzo cicho, w końcu Caroline była niedaleko, a za pewne nie chciał żeby mała wiedziała o takich rzeczach.
- Okay... Trochę dziwnie musiało się zrobić w waszej paczce...
- Troszkę... No bo wiesz nasza paczka to nie tylko ja, Luke, Harry i Louis. Jeszcze Niall, Zayn, Ash i Calum! - oznajmił biorąc kolejny łyk herbaty.
- Ooo.. Wesoła gromadka... Ja mam tylko Lily... - odpowiedziałam spuszczajc wzrok.
- Hej.. Mała! Uśmiech proszę - rozweselał mnie.
        Dużo rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Dołączyła do nas również Caroline. Była taka urocza. Zaprosiła mnie na herbatkę u księżniczek! Przypomniało mi się dzieciństwo.
Około 20:00 mała poszła się wykompać i poszła do swojego pokoju się jeszcze pobawić.
-  No to chwila spokoju... - odparł Liam.
Oboje usiedliśmy się na kanapę w salonie. Spokój nie trwał jednak długo... Do domu przyszedł Louis. Przewróciłam tylko oczami... Co wywołało uśmiech na twarzy Li.
- Ooo.. Kogo my tu mamy?! Cami?... Nie nie... Poczekaj... Andrea, Jasmin... O już wiem! Emily... - zaczął radośnie Louis.
- Elizabeth... - powiedziałam.
- Och wybacz trochę już dziewczyn siedziało przed tobą na tej kanapie z Liamem! - bezczelny dypek.
Zignorowałam jego stwierdzenie.
- Louis... Caroline może już spać... Zachowuj się - ucieszył go.
Louis zdjął kurtkę i buty. Usiadł się na fotelu koło kanapy, na szczęście po stronie Li.
- Musimy później pogadać stary - powiedział już poważniej.
- O? - spytał zaciekawiony.
- Mikey...
Liam wypuścił powoli powietrze z ust. Nie wiem o co chodziło i wolałam nie pytać.
       Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Louis często mnie denerwował, ale szło z nim pogadać.
- Dobra ja odwiozę Beth, a ty pilnuj Caroline, jak przyjadę to pogadamy - oznajmił i wyszliśmy z domu.
- Beth? - spytałam z uśmiechem na twarzy.
- Tak... Podoba mi się to imię, a z Elizabeth imię Beth wychodzi jako zdrobnienie... Jeżeli ci się nie podoba...
- Jest super! - przerwała mu.
Serio podobało mi się. O wiele bardziej niż Liz... Od dziecka nienawidziłam jak ktoś mnie tak nazywał.
- Panie Payne!!! - jakiś chłopaka w czerwonej czuprynie zawołał go kiedy wsiadaliśmy do auta.
- Nie teraz Clifford! Jestem zajęty - rzucił Liam i weszliśmy do auta.
Zrezygnowany chłopaka okręcił się na pięcie i pomaszerwał sprzed domu chłopaków.
- Kto to był?
- Wrzód na tyłku delikatnie mówiąc... Szkoda w ogóle o nim gadać - wzruszył ramionami i nakręcił.
Wprowadziłam w nawigacji mój adres. Nie chciało mi się ciągle mówić: Skręć w lewo... No ale nie teraz!
Tak było o wiele prościej. Liam był całkowicie oddany jeździe. Zrozumiałam, że nie lubił rozmawiać kiedy prowadzi. Cały czas bacznie obserwował ruch uliczny. Nic mu nie umknęło.
- No to jesteśmy... Miłego wieczoru Beth - powiedział delikatnie.
- Dziękuję i wzajemnie... No i dziękuję za ten mile spędzony czas - odpowiedziałam.
Już miałam wychodzić, kiedy coś we mnie drgneło. Odwróciłam się i dałam mu całusa w policzek. Po jego minie wywnioskowałam, że się w ogóle tego nie spodziewał.

        
- Kto to był?! - mama nie dawała za wygraną.
- Kolega... Liam... Mechanik! - Odpowiedziałam po raz setny.
- Jasne... Z takim autem!
- Skończ! Moja wina, że my się powodzi? -  jejku, tak bardzo chciałbym żeby tata był w domu, ale nie! Mama zażądała żeby się już wyprowadził.
- Dziecko brak ci pieniędzy?! - przesadziła...
- O co ty mnie posadzasz co?! Własnej córce nie ufasz! Prędzej zaufasz temu swoje kochasiowi co ci te wszystkie błyskotki kupuje! - nie wytrzymałam.
Pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi na klucz i ukryłam głowę w poduszkach.
Po niespełna 10 minutach usłyszałam męski głos,  który nie należał do taty. On.. Jak mogła!
Jakby było mało ktoś jeszcze do mnie zaczął dzwonić i nie dawał za wygraną. Liam.. No super po prostu!
- Tak? - powiedziałam przez łzy.
- Zaraz będę! - usłyszałam po drugiej stronie.
- Nie Liam jest okay... - kłamałam.
- Zostaw otwarte drzwi...
- Nie! Jeżeli tak bardzo chcesz przyjść, to musisz wspiąć się na mój balkon od strony ogrodu... Tak żeby cię... Ona, z nim... Nie widziała... - kolejna porcja łez naszła mi do oczu.
Usłyszałam gwałtowne przyspieszenie auta i Liam się rozłączył.

Od: Liam
Otwórz okno balkonowe.

Podeszłam do balkonu. Stał tam na dale. Od razu otworzyłem okno, a on się zaczął wspinać. Szło mu to całkiem nieźle. Już po chwili przewinął się przez barierkę balkonu i szybko wszedł do mojego pokoju. Zapaliłam lampkę nocną. Pokój był teraz oświetlony bladym i stłumionym, lekko żółtawym światłem.
Liam przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w moje czerwone od płaczu oczy.
- Mów... Co się stało? - zaczął delikatnie i usiadliśmy się na łóżku. - Moi rodzice jutro biorą rozwód... Mama już od dłuższego czasu ma kochanka, który jej daje mnóstwo kasy... I on jest teraz z nią. Jak przyszłam zrobiła mi awanturę... O to że byłam z tobą.. Bo ona myśli, że... - wybuchnęłam kolejną porcję płaczu.
- Już spokojnie... Jestem tu... - przytulił mnie mocno do siebie.
Nigdy bym nie pomyślała, że będę się czuć tak bezpiecznie w ramionach wręcz obcego mi faceta.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzy.
- Zawieść Cię do taty? - zaproponował.
- Nie.. Mieszka jeszcze u kolegi. Do nowego apartamentu może wprowadzić się dopiero od środy... - wytłumaczyłam.
- Dziękuję, że przyjechałeś - wyszeptałam.
- Drobiazg... Mam zostać? - spytał niepewnie.
- Jeżeli to nie będzie problem?
Uśmiechnął się do mnie i ściągnął kurtkę i buty. Położyłam się na jego klatce piersiowej i zasnęłam...
      

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 2

      Lily spała w najlepsze. Nie chciałam jej budzić, albo po prostu nie chciałam z nią teraz gadać bo bałam się, że zaczniemy się kłócić. Zeszłym na dół i wstawiłam wodę na herbatę. Chciałam jakoś miło zacząć ten dzień. Zabrałam się za robienie kanapek.
- Hej.. - usłyszałam zaspany głos Lily w drzwiach.
- Hejka. Siadaj śniadanie już gotowe. - oznajmiłam.
Usiadłyśmy do stołu. Jadłyśmy w całkowitej ciszy. Nagle telefon Lily wydał dźwięk przychodzącego sms-a.
- To od Luka!!! - oznajmiła cała w euforii.
- O.. Co ci napisał?
- Hej mała! Dzisiaj, 18:00 koło parku przy Dark Side. Będziesz? - przeczytała mi wiadomość.
- Dark Side?! Serio! - spytałam nie kryjąc oburzenia.
To był klub dla niegrzeczny chłopców. Bywali tam najlepsi z najgorszych! Niezle miejsce na randkę, nie ma co.
- Jejku.... Spokojnie mamo!
- Rób co chcesz... Ale uważaj na siebie!
Dalsza część poranka minęła nam w milszej atmosferze. Pożyczyłam, zamałą mi już sukienkę, Lily. Wyglądała w niej świetnie.
- Zrobimy tak. Zadzwonię do ciebie od razu jak dojdę na miejsce i będę z tobą gadać aż Luke nie przyjdzie. Po wszystkim też zadzwonię. Dobrze? - zaproponowała kiedy zmywałyśmy naczynia.
- Okay...
- No dzień dobry! - usłyszałyśmy w drzwiach.
Tata wrócił wcześniej z delegacji. Od razu poszłam go przytulić na powitanie.
- Zróbcie mi kawę, ja idę się przebrać i zaraz pogadamy.
Wzięłyśmy się za robotę. Tata nigdy nie miał nic przeciwko temu, że Lily przesiadywała całe dnie u nas i czasami zostawała na noc. Rodzice Lily byli całymi dniami w pracy, a my obydwie jedynaczki no to coś trzeba robić!
- Ja się musze zbierać... Zadzwonię do ciebie. Do widzenia! - oznajmiła radośnie Lily.
- Pa! - odpowiwdzieliśmy chórkiem.
- Gdzie mama? - spytał jak zostaliśmy sami.
- Nie wiem...
Na te słowa drzwi do domu się otwarły i mama weszła do kuchni. Uśmiechnięta i rozpromieniona.
- Gdzie byłaś?! - nie wytrzymałam.
- Spokojnie... Idź do siebie słońce ja musze porozmawiać z twoim ojcem.
Bez słowa poszłam do siebie. Była u niego. U swojego kochanka wiedziałam tylko, że jest nieźle nadziany. Każda wspólna rozmowa taty i jej zwiastywała nieunikniony rozwód. Może i lepiej... Ehh...
   
     Około 13 zeszłam na dół 
- Jedziesz ze mną do mechanika? -  spytał tata.
- No pewnie - wesoło rzuciłam i wyszłam z nim z domu.
Od dziecka uwielbiałam jeździć autem. Do mechanika mieliśmy gdzieś z pół godziny drogi. Jasne był bliżej, ale tata stwierdził, że tamten jest o wiele lepszy.
- Jak byłem teraz na delegacji to poznałem kolesia, którego brat prowadzi ten warsztat. Mają tam najlepsze części! - opowiadał.
- Zabierzesz mnie kiedyś ze sobą? - spytałam błagająco.
- Do Tokio lecę znowu za dwa tygodnie...
- Mam wtedy wolną środę, czwartek, piątek no i weekend! - oznajmiłam podekscytowana.
- Spytam się czy mogę Cię zabrać.... Raczej będziesz mogła lecieć - odpowiedział.
Nigdy tam nie byłam, a tata mi tyle mówił o Tokio i Japonii. Tak bardzo się cieszyłam, że tam polecę.
       U mechanika było pełno aut. Salon... Pierwsza klasa.
Tata porozmawiał z jakimś japończykiem, tym bratem jego znajomego. Mężczyzna skierował nas w inną cześć salonu.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - spytał mężczyzna.
Liam...o nie! Stałam wryta. Rozmawiał z moim tatą, jakby mnie tam nie było.
-... To ja wrócę za godzinę. Elizabeth nie przeszkadzaj - rzucił i wyszedł.
Tylko tyle usłyszałam z ich rozmowy.
- Miło Cię znowu widzieć - przywitał się kiedy tata wyszedł.
- Ciebie również...
- Poczekaj idę po wasze auto.
Po chwili wjechał naszym atutem do warsztatu. Zaparkował nad tą taka wielką dziurą i wyszedł z auta.
- Widzę, że jesteś trochę zaskoczona moją obecnością tutaj
- Troszkę - odpoedziałam.
- Luke mi mówił, że idzie dzisiaj na randkę z Twoją przyjaciółką -  szukał czegoś w skrzynce z narzędziami.
Miał na sobie stare, luźne jeansy, buty robocze i biały podkoszulek, poplamiony w kilku miejscach od smaru, który ukazywał jego mięśnie. Z tylnej kieszeni zawisła czerwona bandama, która jak widać służyła mu jako ścierka.
- Tak..
- Hej! Jest dorosła spokojnie.. Bo jest nie?
- Tak, mamy po 19 lat - odpowiedziałam.
Liam wskoczył pod samochód i zajął się naprawą.
- Możesz podać mi... Jakby ci to wytłumaczyć.... Długi klucz.. Chyba leży na stoliku - poprosił.
- Proszę. Chyba ten... - podałam mu.
- Dziękuję. Będą z ciebie ludzie!
Zaśmiałam się sama do siebie. 
       Liam starał się mnie zgadywać na tyle ile mógł. Bądź co bądź chciałam żeby to auto było dobrze zrobione, też czasami z niego korzystam. Okazał się naprawdę miłym facetem. Pomyślałam, że Luke też nie może być taki zły skoro się przyjaźnią.
- Jestem! - usłyszałam głos taty.
- Świetnie. Już skończyłem! - oznajmił Liam i wygramolił się z pod auta.
- Super! Elizabeth Cię nie znudziła? Czasami jest bardzo nieśmiała...
- Dzięki tato... - wyszeptałam przez zaciśnięte zęby.
- Naprawdę?! Bardzo dobrze nam się rozmawiało... Jakbyśmy już mieli tą pierwszą stresującą rozmowę za sobą! - zażartował.
Co za... Dobrze, że mój tata odebrał to jak żart! Jeszcze by się dowiedział o tej imprezie....
- No nic dziękujemy i do zobaczenia!
Pożegnaliśmy się i tata poszedł zapłacić. Trzeba przyznać oddalił dobrą robotę. Auto jechało znacznie lepiej niż poprzednio.
     Kiedy dojechaliśmy do domu było po 15:00. Mama nadal siedziała w salonie. Gdy chciałam iść do siebie tata zatrzymał nie w salonie.
- Załatwiłeś wszystko? - spytała.
- Tak...
- O co chodzi? - nie chciałam zbędnie zwlekać.
- Aniołku... Rozwodzimy się... -  powiedział tata.
Nie zdziwiło mnie to. Byłam już na to przygotowana.
- Kiedy? - zapytałam wręcz nie wzruszona.
- Tata załatwił rozprawę na poniedziałek po południu - odpowiedziała.
Szybko. No ale tata miał wszędzie znajomości. Może i lepiej. To wszystko nie będzie się tyle ciągnąć.

        O 17:00 zadzwoniła do mnie Lily.
Bardzo się o nią martwiłam, ale nie wiedzieć czemu Liam trochę mnie uspokoił. Lily ciągle nawijała o tym jak bardzo jest podekscytowana i jak bardzo się nie może już doczekać. Z cierpliwością ją wysluchiwałam i dodawałam otuchy, na tyle ile potrafiłam.
Rozmowę zakończyłyśmy punktualnie o 18:00 kiedy przyszedł Luke.
        Nudziło mi się trochę. Pograłam na gitarze, posłuchałam muzyki i nie widziałam co mam ze sobą zrobić. Nagle przyszedł sms.
Od: Numer nieznany
Hej! Masz ochotę jutro gdzieś wyskoczyć?
Liam xx

Do:Liam
Hejka. Jasne... Czemu nie :)

Od:Liam
Czekaj o 17:30 przy tej kawiarni niedaleko warsztatu

Do:Liam
Jasne

Dopiero po chwili zrozumiałam co zrobiłam. Chciałam od razu zadzwonić do Lily, ale nie chciałam jej przeszkadzać.
Umówiłam się z facetem, którego w ogóle nie znam.

środa, 18 marca 2015

Rozdział 1

    Zajęcia skończyły się o 15:30 jak zawsze w piątki. Szłam do domu dość szybkim krokiem. Było wietrzenie i zimno, a ja nie chciałam być znowu chora. Lily ciągle nie odbierała ode mnie telefonu... Mimo woli szłam coraz szybciej. Ta dzielnica nie należała do najbezpieczniejszych. Bałam się tędy sama chodzić.
      Po pół godzinie była już w domu. Pustym jak zawsze o tej porze. Tata był w delegacji w Tokio, a mama... Mało mnie to. Tak bardzo cieszyłam się, że to już piątek.
Rzuciłam torbę w kont i poszłam wziąść prysznic. Od razu umyłam też głowę. Z rozpuszczonymi mokrymi włosami poszłam do kuchni i zrobiłam sobie tosty. Ciągle czekałam na jaki kolwiek znak życia od Lily. Miała tendencje to nie odzywania się do mnie przez jakiś czas, a potem jak gdyby nigdy nic wracała.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Leniwie wstałam od stołu i poszłam otworzyć. Lily. Od razu wparowała cała podekscytowana do mojego domu.
- Słuchaj! Nie uwierzysz! - zaczęła cała podekscytowana.
- No dajesz...
Przeniosłyśmy się do kuchni, gdzie zajęłam swoje poprzednie miejsce.
- Rozmawiałam z Sam, wiesz ta blondynka co chodzi ze mną na dodatkowy francuski. No i ona ma niezłe wtyki. Dzisiaj jest impreza u... No mniejsza o to. Słuchaj to jest impreza życia! I ona może zaprosić kilka osób, wiec podałam nas. No... I ona zadzwoniła gdzie trzeba i jesteśmy na liście zaproszonych!!! Nie musisz dziękować - powiedziała prawie na jednym wdechu.
- Nigdzie nie idę - odparłam krótko.
- Czy ty słyszałaś co ja do ciebie powiedziałam?!
Przewróciłam oczami i wzięłam się za zmywanie.
- Dobra, a więc idę sama... Będziesz mnie mieć na sumieniu...
Szantaż.. Wiedziałam, że tak czy siak po nią tam pójdę bo będę się zamartwiać.
- Na którą? - spytałam zrezygnowana.
- 21:30 zaczną się wszyscy schodzić! - odparła nie ukrywając radości.
Zbliżała się 17:00... Sporo czasu.
- Okay....

      Dom... Willa była ogromna! Stałyśmy od 15 minut w kolejce wstępu. W końcu przyszła nasza kolej. Powiedziałyśmy swoje nazwiska, a ochroniarz od razu na wpuścił.
Na podjeździe było pełno sportowych aut. No nieźle... Wnętrze budynku było urządzone nowocześnie i bogato... Bardzo BOGATO. Postanowiłyśmy skierować się w stronę barku.
- Witajcie! My się chyba jeszcze nie znamy. Jestem Luke - przedstawił się chłopak który wcześniej rozmawiał z barmanem.
- Jestem Lily, to moja przyjaciółka Elizabeth - przedstawiła nas Lily.
- Miło mi. Witam w naszych skromnych progach! O Elizabeth pozwolisz, że porwę twoją przyjaciółkę do tańca? Spokojnie oddam ją w stanie nie naruszonym. Nie zdążyłam odpowiedzieć, a Lily chwyciła go za rękę i zniknęli w tłumie.
Postanowiłam pójść na dwór. Ten dom był wypchany ludźmi po brzegi. Nagle poczułam coś zimnego na swojej koszulce. Przede mną stał dość wysoki, umięśniony (przystojny!!!) facet.
- Przepraszam!
- Yy nic się nie stało... - wymamrotałam, nawet nie wiem czy usłyszał, przez muzykę dudniącą z głośników.
Chwycił moją rękę i pociągnął za sobą. Sprawnie przepchał się przez tłum ludzi, a inni sami ustępowali mu miejsca. Musiał być kimś. Znaleźliśmy się na piętrze, gdzie muzyka trochę ucichła.
- Mogę wiedzieć gdzie idziemy? - spytałam.
- Spokojnie...
Cóż za wyjaśniająca wszystko odpowiedź.
Otworzył drzwi do pokóju, a ja weszłam za nim.
- Tomlinson!!! Stary nie masz swojego pokoju? - na łóżku leżał facet gdzieś w moim wieku i obściskiwał się z jakąś laską.
- O wybacz przyjacielu! Już wam wychodzimy... Jeszcze masz parę gumek wiec luz
Bezczelny dypek... Co on sobie myśli. Owy Tomlinson wyszedł ze swoją lalunią.
- Przepraszam Cię za to...
- Czego ode mnie chcesz? - spytałam prosto z mostu.
Nic nie odpowiedział. Podszedł do szafki i wyciągnął z niej T-shirt.
- Proszę.. W ramach przeprosin za tą bluzkę - wręczył mi ją.
Okay... Tego się nie spodziewałam.
- Dziękuję...
- Przymierz - powiedział i odwrócił się tyłem.
Ściągnęłam bluzkę i założyłam jego.
- Już?
- Mhm.. Jeszcze raz dziękuję - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Jestem Liam
- Elizabeth
- Co taka dziewczyna jak ty, robi tu? - spytał opierając się o szafkę.
Wyglądał tak seksownie!
- Jestem tu z przyjaciółką. Tańczy z... Luke. O tak Luke miał na imię - odpowiedziałam.
- O Luke...
- Mam się bać?
- Nie... Chyba mogłabyś jakby to był Zayn, albo Lou, którego już poznałaś, ale Luke.. Będzie ok - stwierdził.
Nie wiem czy to mnie jakoś pocieszyło. Właśnie Lily!
- Wybacz ale pójdę już - oznajmiłam.
- Jasne.. Coś czuje, że spotkamy się jeszcze - odparł i uśmiechnął się do mnie.

    Nigdzie nie mogłam znaleźć Lily, aż w końcu zobaczyłam ją przy barku. Od razu zaczęłam się do niej przepychać.
- Wszędzie Cię szukałam - zaczęłam.
- Ja ciebie też. Ej nie uwierzysz jaki Luke jest boski....
Muzyka ucichła. Ludzie zeszli ze schodów. Został tam tylko jeden mężczyzna. Miał rozpietą koszule. Miał różne tatuaże. Nie widziałam co przedstawiają, stałam za daleko.
- Słuchajcie ludzie, jak zawsze byliście cudowni. To był zaszczyt gościć was tu! Ale wszystko co dobre szybko się kończy! Na dzisiaj to tyle kochani... Do zobaczenia
Wszyscy szybko skierowali się to wyjścia. Każdy się rozproszył.
     Kiedy byliśmy jakieś pięć minut od willi zobaczyłyśmy samochód policyjny. Zatrzymał się po drugiej stronie. Nie powiem trochę się byłam.
- Dobry wieczór - powiedziałyśmy uprzejmie.
- Dobry wieczór dziewczyny. Uważajcie na siebie i bezpiecznej drogi - odpowiedział jeden funkcjonariusz.
- Dziękujemy!
Spojrzałam na Lily. Widziała, że czeka ją poważna rozmowa ze mną.        
     Nocowała u mnie. Całą drogę się do niej nie odzywałam. Poszłam wziąść prysznic na piętrze, a ona na parterze.
- Lily.. Kim oni są? - spytałam spokojnie siadając na łóżko.
- Nie wiem! Jejku przeżywasz. To chyba ja powinnam pytać skąd i od kogo masz tą bluzkę!
- Od Liama. Wylał na mnie picie i wzamian dał mi tą bluzkę - odpowiedziałam szczerze.
Ona zamilkła. Nie chciałam się z nią kłócić.
- Jaki jest ten Luke? - spytałam.
- Super! Jejku dziewczyno no... Ideał po prostu!...
Wyłączyłam się... Nie wiedzieć czemu myślałam o nim. Liam... Ładne imię. Ciągle miałam widok jego opierającego się o tą szafkę. Sama nie wiem kiedy, ale zasnęłam. Obudziły mnie dopiero promienie słoneczne następnego dnia.

wtorek, 17 marca 2015

Bohaterowie


Harry Styles - 25 lata,szef gangu, tajemniczy, z napadami agresji



  Lily Collins - 19 lat, buntowiczka, chce żyć pełnią życia



                         

           Elizbeth Bennet - 19 lat, skryta, zamknięta w sobie, najlepsza przyjaciółka Lily





Louis Tomlinson -19 lat, kierowca, bierze udział w wyścigach samochodowych





Luke Hemmings -20 lat, zastępca szefa gangu

             

  Niall Horan - 19 lat, szpieg, nawigator,







           Zayn Malik - 20 lat, artysta, robi graffiti po każdej akcji gangu




Ashton Irwin - 20 lat, mechanik, również kierowca, przechowuje wszystkie rzeczy, posiada zawsze  wszystko, kieszonkowiec




Liam Payne - 24 lata, opiekuńczy "tatuś" gangu, zajmuję się pilnowaniem i siedzi u drugim boku Styles'a





Calum Hood - 17 lat, papierkowa robota




Michael Clifford - 16 lat, nowy, najmłodszy, porywczy