poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 3

         Zbliżała się 14:00. Lily siedziała u mnie, a ja się szykowałam.
- No więc słuchaj uważnie... - zaczęła.
- Mhm dajesz!
- Stoję sobie, gadam z tobą, a tu patrzę podjeżdża takie boskie czerwone auto... Nazwy nie znam... No, a tu patrzę i Luke z niego wychodzi! Jejku jak on wyglądał... Mmm! Wsiedliśmy do auta, pojechaliśmy nad Tamizę. Jak tam było uroczo... Rozłożyliśmy koc i leżeliśmy i patrzyliśmy w gwiazdy... A ciekawe gdzie Liam Cię zabierze... - skończyła monolog.
Też byłam tego strasznie ciekawa.
Założyłam czarne leginsy, białą, luźna bluzkę na ramiączkach, kurtkę skórzaną, a włosy zostawiłam rozpuszczone.
- Które? Czarne nike z różowym znaczkiem czy z zielonym znaczkiem? - poprosiłam o radę.
- Hm... Z różowym! - zadecydowała.
Dochodziła 16:15. Razem wyszłyśmy z domu.
Po 15 minutach Lili skręciła w swoją ulicę, a ja poszłam dalej.

         O wyznaczonej godzinie i miejscu koło mnie zaparkowało czarne audi r8. To jest jedno z nich ulubionych aut. Jest cudowne. Kierowcą okazał się Liam. Wbrew pozorom nie ucieszyłam się za bardzo. Skąd dwudziestoparoletni mechanik wziął kasę na takie auto?!
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Niespodzianka... - odpowiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
Nie pytałam więcej.
Z tego co mówiła mi Lily auto Luka też nie wyglądało na tanie... Bałam się, że wplątałyśmy się w nie te towarzystwo co trzeba.
      Po 20 minutach wjechaliśmy na skromne osiedle. Moje mimo iż bogate to bardzo niebezpieczne. To wzbudzało zupełnie inne pozory. Liam zaparkował przed małym domkiem.
- Tutaj mieszkasz..?
- Tak... Tamten dom należy to Hazzy, tego co na końcu przemówił - odpowiedział.
Było to miłe zaskoczenie. Domek był uroczy.
Weszliśmy do środka. Był przytulnie urządzony.
- Liam!!! - usłyszeliśmy delikatny głos małej dziewczynki.
- Hej myszko! - Liam wziął małą na ręce.
Stałam koło nich i nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć.
- Caroline... To jest moja znajoma Elizabeth. Elizabeth to moja młodsza siostrzyczka Caroline - przedstawił nas sobie.
W pierwszej chwili myślałam, że Carolina może okazać się... Troszkę inną rodziną dla Liama.
     Mała pobiegła do salonu, a Liam zaprowadził mnie do kuchni. Zrobił nam herbatę i podał herbatniki.
- Sami tu mieszkacie?
- Rodzice zginęli parę lat temu... Ale Louis mieszka ze mną... Ten którego poznałaś na imprezie i za którego jeszcze raz przepraszam - odpowiedział.
- O.. Louis... - wyszeptałam.
- No.. Wiesz to jest chwilowe.. No bo.. Długa historia, a właściwie mamy czas! Louis mieszkał u Hazzy, jako kumple... Na początku. To, że Harry jest gejem wiedzieliśmy od początku, ale Louis zawsze powtarzał, że jest hetero... Póki się nie upił i nie wylądował w łóżku z Haroldem. Okazało się, że byli ze sobą, ale Louis bał się, że ktoś się dowie... No i ktoś coś zaczął gadać i się wyprowadził i żeby ludzie nie gadali sypia z jakąś laska... Bądź dwoma na imprezach... - całą tą historię powiedział bardzo cicho, w końcu Caroline była niedaleko, a za pewne nie chciał żeby mała wiedziała o takich rzeczach.
- Okay... Trochę dziwnie musiało się zrobić w waszej paczce...
- Troszkę... No bo wiesz nasza paczka to nie tylko ja, Luke, Harry i Louis. Jeszcze Niall, Zayn, Ash i Calum! - oznajmił biorąc kolejny łyk herbaty.
- Ooo.. Wesoła gromadka... Ja mam tylko Lily... - odpowiedziałam spuszczajc wzrok.
- Hej.. Mała! Uśmiech proszę - rozweselał mnie.
        Dużo rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Dołączyła do nas również Caroline. Była taka urocza. Zaprosiła mnie na herbatkę u księżniczek! Przypomniało mi się dzieciństwo.
Około 20:00 mała poszła się wykompać i poszła do swojego pokoju się jeszcze pobawić.
-  No to chwila spokoju... - odparł Liam.
Oboje usiedliśmy się na kanapę w salonie. Spokój nie trwał jednak długo... Do domu przyszedł Louis. Przewróciłam tylko oczami... Co wywołało uśmiech na twarzy Li.
- Ooo.. Kogo my tu mamy?! Cami?... Nie nie... Poczekaj... Andrea, Jasmin... O już wiem! Emily... - zaczął radośnie Louis.
- Elizabeth... - powiedziałam.
- Och wybacz trochę już dziewczyn siedziało przed tobą na tej kanapie z Liamem! - bezczelny dypek.
Zignorowałam jego stwierdzenie.
- Louis... Caroline może już spać... Zachowuj się - ucieszył go.
Louis zdjął kurtkę i buty. Usiadł się na fotelu koło kanapy, na szczęście po stronie Li.
- Musimy później pogadać stary - powiedział już poważniej.
- O? - spytał zaciekawiony.
- Mikey...
Liam wypuścił powoli powietrze z ust. Nie wiem o co chodziło i wolałam nie pytać.
       Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Louis często mnie denerwował, ale szło z nim pogadać.
- Dobra ja odwiozę Beth, a ty pilnuj Caroline, jak przyjadę to pogadamy - oznajmił i wyszliśmy z domu.
- Beth? - spytałam z uśmiechem na twarzy.
- Tak... Podoba mi się to imię, a z Elizabeth imię Beth wychodzi jako zdrobnienie... Jeżeli ci się nie podoba...
- Jest super! - przerwała mu.
Serio podobało mi się. O wiele bardziej niż Liz... Od dziecka nienawidziłam jak ktoś mnie tak nazywał.
- Panie Payne!!! - jakiś chłopaka w czerwonej czuprynie zawołał go kiedy wsiadaliśmy do auta.
- Nie teraz Clifford! Jestem zajęty - rzucił Liam i weszliśmy do auta.
Zrezygnowany chłopaka okręcił się na pięcie i pomaszerwał sprzed domu chłopaków.
- Kto to był?
- Wrzód na tyłku delikatnie mówiąc... Szkoda w ogóle o nim gadać - wzruszył ramionami i nakręcił.
Wprowadziłam w nawigacji mój adres. Nie chciało mi się ciągle mówić: Skręć w lewo... No ale nie teraz!
Tak było o wiele prościej. Liam był całkowicie oddany jeździe. Zrozumiałam, że nie lubił rozmawiać kiedy prowadzi. Cały czas bacznie obserwował ruch uliczny. Nic mu nie umknęło.
- No to jesteśmy... Miłego wieczoru Beth - powiedział delikatnie.
- Dziękuję i wzajemnie... No i dziękuję za ten mile spędzony czas - odpowiedziałam.
Już miałam wychodzić, kiedy coś we mnie drgneło. Odwróciłam się i dałam mu całusa w policzek. Po jego minie wywnioskowałam, że się w ogóle tego nie spodziewał.

        
- Kto to był?! - mama nie dawała za wygraną.
- Kolega... Liam... Mechanik! - Odpowiedziałam po raz setny.
- Jasne... Z takim autem!
- Skończ! Moja wina, że my się powodzi? -  jejku, tak bardzo chciałbym żeby tata był w domu, ale nie! Mama zażądała żeby się już wyprowadził.
- Dziecko brak ci pieniędzy?! - przesadziła...
- O co ty mnie posadzasz co?! Własnej córce nie ufasz! Prędzej zaufasz temu swoje kochasiowi co ci te wszystkie błyskotki kupuje! - nie wytrzymałam.
Pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi na klucz i ukryłam głowę w poduszkach.
Po niespełna 10 minutach usłyszałam męski głos,  który nie należał do taty. On.. Jak mogła!
Jakby było mało ktoś jeszcze do mnie zaczął dzwonić i nie dawał za wygraną. Liam.. No super po prostu!
- Tak? - powiedziałam przez łzy.
- Zaraz będę! - usłyszałam po drugiej stronie.
- Nie Liam jest okay... - kłamałam.
- Zostaw otwarte drzwi...
- Nie! Jeżeli tak bardzo chcesz przyjść, to musisz wspiąć się na mój balkon od strony ogrodu... Tak żeby cię... Ona, z nim... Nie widziała... - kolejna porcja łez naszła mi do oczu.
Usłyszałam gwałtowne przyspieszenie auta i Liam się rozłączył.

Od: Liam
Otwórz okno balkonowe.

Podeszłam do balkonu. Stał tam na dale. Od razu otworzyłem okno, a on się zaczął wspinać. Szło mu to całkiem nieźle. Już po chwili przewinął się przez barierkę balkonu i szybko wszedł do mojego pokoju. Zapaliłam lampkę nocną. Pokój był teraz oświetlony bladym i stłumionym, lekko żółtawym światłem.
Liam przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w moje czerwone od płaczu oczy.
- Mów... Co się stało? - zaczął delikatnie i usiadliśmy się na łóżku. - Moi rodzice jutro biorą rozwód... Mama już od dłuższego czasu ma kochanka, który jej daje mnóstwo kasy... I on jest teraz z nią. Jak przyszłam zrobiła mi awanturę... O to że byłam z tobą.. Bo ona myśli, że... - wybuchnęłam kolejną porcję płaczu.
- Już spokojnie... Jestem tu... - przytulił mnie mocno do siebie.
Nigdy bym nie pomyślała, że będę się czuć tak bezpiecznie w ramionach wręcz obcego mi faceta.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzy.
- Zawieść Cię do taty? - zaproponował.
- Nie.. Mieszka jeszcze u kolegi. Do nowego apartamentu może wprowadzić się dopiero od środy... - wytłumaczyłam.
- Dziękuję, że przyjechałeś - wyszeptałam.
- Drobiazg... Mam zostać? - spytał niepewnie.
- Jeżeli to nie będzie problem?
Uśmiechnął się do mnie i ściągnął kurtkę i buty. Położyłam się na jego klatce piersiowej i zasnęłam...
      

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 2

      Lily spała w najlepsze. Nie chciałam jej budzić, albo po prostu nie chciałam z nią teraz gadać bo bałam się, że zaczniemy się kłócić. Zeszłym na dół i wstawiłam wodę na herbatę. Chciałam jakoś miło zacząć ten dzień. Zabrałam się za robienie kanapek.
- Hej.. - usłyszałam zaspany głos Lily w drzwiach.
- Hejka. Siadaj śniadanie już gotowe. - oznajmiłam.
Usiadłyśmy do stołu. Jadłyśmy w całkowitej ciszy. Nagle telefon Lily wydał dźwięk przychodzącego sms-a.
- To od Luka!!! - oznajmiła cała w euforii.
- O.. Co ci napisał?
- Hej mała! Dzisiaj, 18:00 koło parku przy Dark Side. Będziesz? - przeczytała mi wiadomość.
- Dark Side?! Serio! - spytałam nie kryjąc oburzenia.
To był klub dla niegrzeczny chłopców. Bywali tam najlepsi z najgorszych! Niezle miejsce na randkę, nie ma co.
- Jejku.... Spokojnie mamo!
- Rób co chcesz... Ale uważaj na siebie!
Dalsza część poranka minęła nam w milszej atmosferze. Pożyczyłam, zamałą mi już sukienkę, Lily. Wyglądała w niej świetnie.
- Zrobimy tak. Zadzwonię do ciebie od razu jak dojdę na miejsce i będę z tobą gadać aż Luke nie przyjdzie. Po wszystkim też zadzwonię. Dobrze? - zaproponowała kiedy zmywałyśmy naczynia.
- Okay...
- No dzień dobry! - usłyszałyśmy w drzwiach.
Tata wrócił wcześniej z delegacji. Od razu poszłam go przytulić na powitanie.
- Zróbcie mi kawę, ja idę się przebrać i zaraz pogadamy.
Wzięłyśmy się za robotę. Tata nigdy nie miał nic przeciwko temu, że Lily przesiadywała całe dnie u nas i czasami zostawała na noc. Rodzice Lily byli całymi dniami w pracy, a my obydwie jedynaczki no to coś trzeba robić!
- Ja się musze zbierać... Zadzwonię do ciebie. Do widzenia! - oznajmiła radośnie Lily.
- Pa! - odpowiwdzieliśmy chórkiem.
- Gdzie mama? - spytał jak zostaliśmy sami.
- Nie wiem...
Na te słowa drzwi do domu się otwarły i mama weszła do kuchni. Uśmiechnięta i rozpromieniona.
- Gdzie byłaś?! - nie wytrzymałam.
- Spokojnie... Idź do siebie słońce ja musze porozmawiać z twoim ojcem.
Bez słowa poszłam do siebie. Była u niego. U swojego kochanka wiedziałam tylko, że jest nieźle nadziany. Każda wspólna rozmowa taty i jej zwiastywała nieunikniony rozwód. Może i lepiej... Ehh...
   
     Około 13 zeszłam na dół 
- Jedziesz ze mną do mechanika? -  spytał tata.
- No pewnie - wesoło rzuciłam i wyszłam z nim z domu.
Od dziecka uwielbiałam jeździć autem. Do mechanika mieliśmy gdzieś z pół godziny drogi. Jasne był bliżej, ale tata stwierdził, że tamten jest o wiele lepszy.
- Jak byłem teraz na delegacji to poznałem kolesia, którego brat prowadzi ten warsztat. Mają tam najlepsze części! - opowiadał.
- Zabierzesz mnie kiedyś ze sobą? - spytałam błagająco.
- Do Tokio lecę znowu za dwa tygodnie...
- Mam wtedy wolną środę, czwartek, piątek no i weekend! - oznajmiłam podekscytowana.
- Spytam się czy mogę Cię zabrać.... Raczej będziesz mogła lecieć - odpowiedział.
Nigdy tam nie byłam, a tata mi tyle mówił o Tokio i Japonii. Tak bardzo się cieszyłam, że tam polecę.
       U mechanika było pełno aut. Salon... Pierwsza klasa.
Tata porozmawiał z jakimś japończykiem, tym bratem jego znajomego. Mężczyzna skierował nas w inną cześć salonu.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - spytał mężczyzna.
Liam...o nie! Stałam wryta. Rozmawiał z moim tatą, jakby mnie tam nie było.
-... To ja wrócę za godzinę. Elizabeth nie przeszkadzaj - rzucił i wyszedł.
Tylko tyle usłyszałam z ich rozmowy.
- Miło Cię znowu widzieć - przywitał się kiedy tata wyszedł.
- Ciebie również...
- Poczekaj idę po wasze auto.
Po chwili wjechał naszym atutem do warsztatu. Zaparkował nad tą taka wielką dziurą i wyszedł z auta.
- Widzę, że jesteś trochę zaskoczona moją obecnością tutaj
- Troszkę - odpoedziałam.
- Luke mi mówił, że idzie dzisiaj na randkę z Twoją przyjaciółką -  szukał czegoś w skrzynce z narzędziami.
Miał na sobie stare, luźne jeansy, buty robocze i biały podkoszulek, poplamiony w kilku miejscach od smaru, który ukazywał jego mięśnie. Z tylnej kieszeni zawisła czerwona bandama, która jak widać służyła mu jako ścierka.
- Tak..
- Hej! Jest dorosła spokojnie.. Bo jest nie?
- Tak, mamy po 19 lat - odpowiedziałam.
Liam wskoczył pod samochód i zajął się naprawą.
- Możesz podać mi... Jakby ci to wytłumaczyć.... Długi klucz.. Chyba leży na stoliku - poprosił.
- Proszę. Chyba ten... - podałam mu.
- Dziękuję. Będą z ciebie ludzie!
Zaśmiałam się sama do siebie. 
       Liam starał się mnie zgadywać na tyle ile mógł. Bądź co bądź chciałam żeby to auto było dobrze zrobione, też czasami z niego korzystam. Okazał się naprawdę miłym facetem. Pomyślałam, że Luke też nie może być taki zły skoro się przyjaźnią.
- Jestem! - usłyszałam głos taty.
- Świetnie. Już skończyłem! - oznajmił Liam i wygramolił się z pod auta.
- Super! Elizabeth Cię nie znudziła? Czasami jest bardzo nieśmiała...
- Dzięki tato... - wyszeptałam przez zaciśnięte zęby.
- Naprawdę?! Bardzo dobrze nam się rozmawiało... Jakbyśmy już mieli tą pierwszą stresującą rozmowę za sobą! - zażartował.
Co za... Dobrze, że mój tata odebrał to jak żart! Jeszcze by się dowiedział o tej imprezie....
- No nic dziękujemy i do zobaczenia!
Pożegnaliśmy się i tata poszedł zapłacić. Trzeba przyznać oddalił dobrą robotę. Auto jechało znacznie lepiej niż poprzednio.
     Kiedy dojechaliśmy do domu było po 15:00. Mama nadal siedziała w salonie. Gdy chciałam iść do siebie tata zatrzymał nie w salonie.
- Załatwiłeś wszystko? - spytała.
- Tak...
- O co chodzi? - nie chciałam zbędnie zwlekać.
- Aniołku... Rozwodzimy się... -  powiedział tata.
Nie zdziwiło mnie to. Byłam już na to przygotowana.
- Kiedy? - zapytałam wręcz nie wzruszona.
- Tata załatwił rozprawę na poniedziałek po południu - odpowiedziała.
Szybko. No ale tata miał wszędzie znajomości. Może i lepiej. To wszystko nie będzie się tyle ciągnąć.

        O 17:00 zadzwoniła do mnie Lily.
Bardzo się o nią martwiłam, ale nie wiedzieć czemu Liam trochę mnie uspokoił. Lily ciągle nawijała o tym jak bardzo jest podekscytowana i jak bardzo się nie może już doczekać. Z cierpliwością ją wysluchiwałam i dodawałam otuchy, na tyle ile potrafiłam.
Rozmowę zakończyłyśmy punktualnie o 18:00 kiedy przyszedł Luke.
        Nudziło mi się trochę. Pograłam na gitarze, posłuchałam muzyki i nie widziałam co mam ze sobą zrobić. Nagle przyszedł sms.
Od: Numer nieznany
Hej! Masz ochotę jutro gdzieś wyskoczyć?
Liam xx

Do:Liam
Hejka. Jasne... Czemu nie :)

Od:Liam
Czekaj o 17:30 przy tej kawiarni niedaleko warsztatu

Do:Liam
Jasne

Dopiero po chwili zrozumiałam co zrobiłam. Chciałam od razu zadzwonić do Lily, ale nie chciałam jej przeszkadzać.
Umówiłam się z facetem, którego w ogóle nie znam.