Zbliżała się 14:00. Lily siedziała u mnie, a ja się szykowałam.
- No więc słuchaj uważnie... - zaczęła.
- Mhm dajesz!
- Stoję sobie, gadam z tobą, a tu patrzę podjeżdża takie boskie czerwone auto... Nazwy nie znam... No, a tu patrzę i Luke z niego wychodzi! Jejku jak on wyglądał... Mmm! Wsiedliśmy do auta, pojechaliśmy nad Tamizę. Jak tam było uroczo... Rozłożyliśmy koc i leżeliśmy i patrzyliśmy w gwiazdy... A ciekawe gdzie Liam Cię zabierze... - skończyła monolog.
Też byłam tego strasznie ciekawa.
Założyłam czarne leginsy, białą, luźna bluzkę na ramiączkach, kurtkę skórzaną, a włosy zostawiłam rozpuszczone.
- Które? Czarne nike z różowym znaczkiem czy z zielonym znaczkiem? - poprosiłam o radę.
- Hm... Z różowym! - zadecydowała.
Dochodziła 16:15. Razem wyszłyśmy z domu.
Po 15 minutach Lili skręciła w swoją ulicę, a ja poszłam dalej.
O wyznaczonej godzinie i miejscu koło mnie zaparkowało czarne audi r8. To jest jedno z nich ulubionych aut. Jest cudowne. Kierowcą okazał się Liam. Wbrew pozorom nie ucieszyłam się za bardzo. Skąd dwudziestoparoletni mechanik wziął kasę na takie auto?!
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Niespodzianka... - odpowiedział z tajemniczym uśmiechem na twarzy.
Nie pytałam więcej.
Z tego co mówiła mi Lily auto Luka też nie wyglądało na tanie... Bałam się, że wplątałyśmy się w nie te towarzystwo co trzeba.
Po 20 minutach wjechaliśmy na skromne osiedle. Moje mimo iż bogate to bardzo niebezpieczne. To wzbudzało zupełnie inne pozory. Liam zaparkował przed małym domkiem.
- Tutaj mieszkasz..?
- Tak... Tamten dom należy to Hazzy, tego co na końcu przemówił - odpowiedział.
Było to miłe zaskoczenie. Domek był uroczy.
Weszliśmy do środka. Był przytulnie urządzony.
- Liam!!! - usłyszeliśmy delikatny głos małej dziewczynki.
- Hej myszko! - Liam wziął małą na ręce.
Stałam koło nich i nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć.
- Caroline... To jest moja znajoma Elizabeth. Elizabeth to moja młodsza siostrzyczka Caroline - przedstawił nas sobie.
W pierwszej chwili myślałam, że Carolina może okazać się... Troszkę inną rodziną dla Liama.
Mała pobiegła do salonu, a Liam zaprowadził mnie do kuchni. Zrobił nam herbatę i podał herbatniki.
- Sami tu mieszkacie?
- Rodzice zginęli parę lat temu... Ale Louis mieszka ze mną... Ten którego poznałaś na imprezie i za którego jeszcze raz przepraszam - odpowiedział.
- O.. Louis... - wyszeptałam.
- No.. Wiesz to jest chwilowe.. No bo.. Długa historia, a właściwie mamy czas! Louis mieszkał u Hazzy, jako kumple... Na początku. To, że Harry jest gejem wiedzieliśmy od początku, ale Louis zawsze powtarzał, że jest hetero... Póki się nie upił i nie wylądował w łóżku z Haroldem. Okazało się, że byli ze sobą, ale Louis bał się, że ktoś się dowie... No i ktoś coś zaczął gadać i się wyprowadził i żeby ludzie nie gadali sypia z jakąś laska... Bądź dwoma na imprezach... - całą tą historię powiedział bardzo cicho, w końcu Caroline była niedaleko, a za pewne nie chciał żeby mała wiedziała o takich rzeczach.
- Okay... Trochę dziwnie musiało się zrobić w waszej paczce...
- Troszkę... No bo wiesz nasza paczka to nie tylko ja, Luke, Harry i Louis. Jeszcze Niall, Zayn, Ash i Calum! - oznajmił biorąc kolejny łyk herbaty.
- Ooo.. Wesoła gromadka... Ja mam tylko Lily... - odpowiedziałam spuszczajc wzrok.
- Hej.. Mała! Uśmiech proszę - rozweselał mnie.
Dużo rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Dołączyła do nas również Caroline. Była taka urocza. Zaprosiła mnie na herbatkę u księżniczek! Przypomniało mi się dzieciństwo.
Około 20:00 mała poszła się wykompać i poszła do swojego pokoju się jeszcze pobawić.
- No to chwila spokoju... - odparł Liam.
Oboje usiedliśmy się na kanapę w salonie. Spokój nie trwał jednak długo... Do domu przyszedł Louis. Przewróciłam tylko oczami... Co wywołało uśmiech na twarzy Li.
- Ooo.. Kogo my tu mamy?! Cami?... Nie nie... Poczekaj... Andrea, Jasmin... O już wiem! Emily... - zaczął radośnie Louis.
- Elizabeth... - powiedziałam.
- Och wybacz trochę już dziewczyn siedziało przed tobą na tej kanapie z Liamem! - bezczelny dypek.
Zignorowałam jego stwierdzenie.
- Louis... Caroline może już spać... Zachowuj się - ucieszył go.
Louis zdjął kurtkę i buty. Usiadł się na fotelu koło kanapy, na szczęście po stronie Li.
- Musimy później pogadać stary - powiedział już poważniej.
- O? - spytał zaciekawiony.
- Mikey...
Liam wypuścił powoli powietrze z ust. Nie wiem o co chodziło i wolałam nie pytać.
Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Louis często mnie denerwował, ale szło z nim pogadać.
- Dobra ja odwiozę Beth, a ty pilnuj Caroline, jak przyjadę to pogadamy - oznajmił i wyszliśmy z domu.
- Beth? - spytałam z uśmiechem na twarzy.
- Tak... Podoba mi się to imię, a z Elizabeth imię Beth wychodzi jako zdrobnienie... Jeżeli ci się nie podoba...
- Jest super! - przerwała mu.
Serio podobało mi się. O wiele bardziej niż Liz... Od dziecka nienawidziłam jak ktoś mnie tak nazywał.
- Panie Payne!!! - jakiś chłopaka w czerwonej czuprynie zawołał go kiedy wsiadaliśmy do auta.
- Nie teraz Clifford! Jestem zajęty - rzucił Liam i weszliśmy do auta.
Zrezygnowany chłopaka okręcił się na pięcie i pomaszerwał sprzed domu chłopaków.
- Kto to był?
- Wrzód na tyłku delikatnie mówiąc... Szkoda w ogóle o nim gadać - wzruszył ramionami i nakręcił.
Wprowadziłam w nawigacji mój adres. Nie chciało mi się ciągle mówić: Skręć w lewo... No ale nie teraz!
Tak było o wiele prościej. Liam był całkowicie oddany jeździe. Zrozumiałam, że nie lubił rozmawiać kiedy prowadzi. Cały czas bacznie obserwował ruch uliczny. Nic mu nie umknęło.
- No to jesteśmy... Miłego wieczoru Beth - powiedział delikatnie.
- Dziękuję i wzajemnie... No i dziękuję za ten mile spędzony czas - odpowiedziałam.
Już miałam wychodzić, kiedy coś we mnie drgneło. Odwróciłam się i dałam mu całusa w policzek. Po jego minie wywnioskowałam, że się w ogóle tego nie spodziewał.
- Kto to był?! - mama nie dawała za wygraną.
- Kolega... Liam... Mechanik! - Odpowiedziałam po raz setny.
- Jasne... Z takim autem!
- Skończ! Moja wina, że my się powodzi? - jejku, tak bardzo chciałbym żeby tata był w domu, ale nie! Mama zażądała żeby się już wyprowadził.
- Dziecko brak ci pieniędzy?! - przesadziła...
- O co ty mnie posadzasz co?! Własnej córce nie ufasz! Prędzej zaufasz temu swoje kochasiowi co ci te wszystkie błyskotki kupuje! - nie wytrzymałam.
Pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi na klucz i ukryłam głowę w poduszkach.
Po niespełna 10 minutach usłyszałam męski głos, który nie należał do taty. On.. Jak mogła!
Jakby było mało ktoś jeszcze do mnie zaczął dzwonić i nie dawał za wygraną. Liam.. No super po prostu!
- Tak? - powiedziałam przez łzy.
- Zaraz będę! - usłyszałam po drugiej stronie.
- Nie Liam jest okay... - kłamałam.
- Zostaw otwarte drzwi...
- Nie! Jeżeli tak bardzo chcesz przyjść, to musisz wspiąć się na mój balkon od strony ogrodu... Tak żeby cię... Ona, z nim... Nie widziała... - kolejna porcja łez naszła mi do oczu.
Usłyszałam gwałtowne przyspieszenie auta i Liam się rozłączył.
Od: Liam
Otwórz okno balkonowe.
Podeszłam do balkonu. Stał tam na dale. Od razu otworzyłem okno, a on się zaczął wspinać. Szło mu to całkiem nieźle. Już po chwili przewinął się przez barierkę balkonu i szybko wszedł do mojego pokoju. Zapaliłam lampkę nocną. Pokój był teraz oświetlony bladym i stłumionym, lekko żółtawym światłem.
Liam przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w moje czerwone od płaczu oczy.
- Mów... Co się stało? - zaczął delikatnie i usiadliśmy się na łóżku. - Moi rodzice jutro biorą rozwód... Mama już od dłuższego czasu ma kochanka, który jej daje mnóstwo kasy... I on jest teraz z nią. Jak przyszłam zrobiła mi awanturę... O to że byłam z tobą.. Bo ona myśli, że... - wybuchnęłam kolejną porcję płaczu.
- Już spokojnie... Jestem tu... - przytulił mnie mocno do siebie.
Nigdy bym nie pomyślała, że będę się czuć tak bezpiecznie w ramionach wręcz obcego mi faceta.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzy.
- Zawieść Cię do taty? - zaproponował.
- Nie.. Mieszka jeszcze u kolegi. Do nowego apartamentu może wprowadzić się dopiero od środy... - wytłumaczyłam.
- Dziękuję, że przyjechałeś - wyszeptałam.
- Drobiazg... Mam zostać? - spytał niepewnie.
- Jeżeli to nie będzie problem?
Uśmiechnął się do mnie i ściągnął kurtkę i buty. Położyłam się na jego klatce piersiowej i zasnęłam...